Dziś wstrząsnął opinią publiczną kolejny news o walce z kibolami. PZPN postanowił, że wszystkie spotkania ekstraklasy, I i II ligi do końca sezonu 2010/2011 odbędą się bez udziału zorganizowanych grup kibiców drużyn przyjezdnych. Jednocześnie PZPN wysłał pismo z prośbą o podjęcie podobnej decyzji przez wojewódzkie związki piłki nożnej w stosunku do rozgrywek niższego szczebla. Jest to kolejna propagandowa zagrywka, która ma na celu uderzenie w środowisko kibiców, a jej charakter jest rodem z Białorusi lub PRL-u i nie spełnia żadnych standardów wolnego kraju. W pełni obrazuje to wypowiedź prezesa Laty, który stwierdził, że wspólnie z klubami, rządem i milicją(sic!) uporają się z kibolami. Paranoja? Tak, ale ta paranoja w wykonaniu prezesa Laty kosztuje 50 tys złotych miesięcznie. 
 
 Mnie zastanawia dlaczego to właśnie środowisko kibiców jest na celowniku rządu, służb i policji. Wiadomo, że zbliża się Euro, ale jak ktoś słusznie zauważył na stadionach nie będzie nas w zorganizowanej grupie, bo system przyznawania biletów działa tak, że lwia część trafia do PZPN-u i kolesi, a tylko część jest do rozlosowania wśród kibiców, a i tu w większość biletów trafi do tych "niedzielnych". W związku z tym nie do końca przekonuję mnie argument, że to chęć wyeliminowania chuligaństwa ze stadionów przed tą imprezą. Przez chwilę zatem zastanówmy się czy powodem nie jest po prostu walka rządu z agresją na stadionach. No i tu jest problem, bo w sumie wszelkie statystyki pokazują, że liczba zakłóceń porządku podczas meczów od lat stale i dynamicznie spada. Nie potrzeba zorganizowanych akcji do zwalczania stadionowych chuliganów, bo takich jest zwyczajnie coraz mniej, a awantury od dawna już zeszły praktycznie do podziemia co potwierdzają policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości wśród kibiców. Skoro nie to jest problemem to o co chodzi?

  Dlaczego w "zaprzyjaźnionych" mediach od kilku miesięcy pojawiają się fałszywe informacje podczas zatrzymania bandytów, handlarzy narkotyków, sutenerów, bimbrowników etc. o tym jakoby mieli to być kibice. Doszło nawet do takiej paranoi, że gdy parę dni temu zatrzymano gdzieś w świętokrzyskim mieszkańca Gdańska, który miał przy sobie sporą ilość "sterydów" to pewien dziennikarz połączył to z wtorkowym meczem Lechii z Koroną. Abstrahując już od tego, że nie wiem na jakiej podstawie to stwierdził, to niby po co miałby ktoś zabierać ze sobą sterydy na mecz? Typowy poziom dziennikarstwa w Polsce. Wypowiadać się o czymś o czym się nie ma bladego pojęcia, żeby mogli to przeczytać i przyswoić ludzie, którzy również nic na ten temat nie wiedzą. Bezsens? Nie. Przemyślane działanie.

 Kiedy rząd zorientował się, że kibice to nie jest bezładna masa, ani dziki tłum, a zorganizowana społeczność, posiadająca określoną strukturę, zdolna do wyrażania swoich poglądów w sposób twardy, zdecydowany, czytelny i trafiający do szerokiej publiki postanowił to zniszczyć. My kibole jasno pokazaliśmy, że nie damy sobą pomiatać i nikt nie będzie sobie wycierał nami buzi. Przekaz z trybun był prosty i celny - jesteśmy tematem zastępczym. Nie udało się zbudować dróg, bazy hoteli ani lotnisk. Stadiony są, ale nie do końca udane. Więc chciano uderzyć w nas i tak też się stało. Jednak D. Tusk nie wziął pod uwagę właśnie tego, że nie jesteśmy motłochem. Nie wiem jak było w latach 70-tych kiedy to on jak to się chwalił był kibicem z "młyna", a więc jak sam stwierdził takim "na poważnie", ale teraz w "młynach" stoi wielu wykształconych i inteligentnych ludzi. Większość kibiców piłkarskich posiada swoje stowarzyszenia, które nie boją się konfrontacji z innymi i potrafią dochodzić swoich praw także na drodze sądowej, co może pokazywać niedawny wyrok jaki zapadł w sprawie jaką wytoczyło stowarzyszenie "Widzewiak" klubowi Wisła Płock. Za nieprawne nie wpuszczenie fanów z Łodzi na mecz płocki klub musiał zwrócić im pieniądze za podróż i wykupione bilety.

 Oczywiście rząd stara się przy współpracy z "zaprzyjaźnionymi" mediami z wiadomą gazetą na czele wmówić opinii publicznej, że tak naprawdę jesteśmy bandytami do znudzenia pokazując połamane krzesełka po ostatnim finale pucharu Polski. Zgoda kibice dokonali zniszczeń na 40 tys złotych w Bydgoszczy. Co prawda takie sytuacje są już wielką rzadkością, ale stało się. Nasz błąd. Jednak rząd D.Tuska co dzień zadłuża kraj na 300mln zł, a to równowartość np. połowy nowoczesnego stadionu(sic!). Czyli, używając skrótu myślowego, ekipa Tuska demoluje co dwa dni cały stadion równając go z ziemią. I kto tu jest stadionowym bandytą? Wracając do "wiadomej" gazety to nie bez znaczenia było także to, że kibice protestowali w dosadny sposób przeciwko kłamstwom jakie wypisuje się tam na nasz temat. Nie będę przytaczał tu treści tych "bzdetów", ale to spory problem, że tak poczytny dziennik zamiast opisywać rzeczywistość stara się ją kreować w taki sposób w jaki chciałby widzieć ją redaktor naczelny tej gazety. 
   
 Przed nami jeszcze spora droga i dużo ciężkiej walki. Już teraz mogę śmiało stwierdzić, że jesteśmy najbardziej represjonowanym środowiskiem w Polsce. Zatrzymania, zakazy stadionowe,"zabrudzone" papiery. To nie jest walka z chuligaństwem, jak to się próbuje wmówić społeczeństwu. To prześladowania o charakterze politycznym. Jesteśmy niewygodni, bo jesteśmy zorganizowani i nie boimy się mieć swojego zdania bez względu na to kto jest naszym przeciwnikiem. Nawet jeśli ten przeciwnik ma w ręku władzę i rozmawia ze swoimi oponentami po "białorusku" to w tym przypadku ma ciężki orzech do zgryzienia. Jesteśmy dobrze zorganizowani, znamy się od lat i wiemy na co nas stać. Jesteśmy kibolami, a to zobowiązuje.